
Istota
Jak rozwiązać problem braku komendantów?
Gdy byłem jeszcze w ZHR-ze, co roku pojawiał się ten sam problem: brak komendantów na obozy i zimowiska, a w konsekwencji łączenie wyjazdów kilku drużyn w jeden. W tym artykule postaram się pokazać możliwe rozwiązania tego problemu.
Na początku jednak wyjaśnijmy, dlaczego komendant jest potrzebny, a przynajmniej może być.
Art. 92a. [Organizowanie form wypoczynku dzieci i młodzieży]
1. Ilekroć w art. 92b-92t i art. 96a jest mowa o wypoczynku, należy przez to rozumieć wypoczynek organizowany dla dzieci i młodzieży w celach rekreacyjnych lub regeneracji sił fizycznych i psychicznych, połączony ze szkoleniem lub pogłębianiem wiedzy, rozwijaniem zainteresowań, uzdolnień lub kompetencji społecznych dzieci i młodzieży, trwający nieprzerwanie co najmniej 2 dni, w czasie ferii letnich i zimowych oraz wiosennej i zimowej przerwy świątecznej, w kraju lub za granicą, w szczególności w formie kolonii, półkolonii, zimowiska, obozu i biwaku.
2. Przepisom ustawy nie podlega wypoczynek organizowany dla dzieci własnych lub dzieci znajomych przez rodzinę lub osoby znane rodzicom osobiście.
3. Przez rodzinę, o której mowa w ust. 2, należy rozumieć osoby spokrewnione albo osoby niespokrewnione pozostające w faktycznym związku, wspólnie zamieszkujące i gospodarujące.
USTAWA
z dnia 7 września 1991 r.
o systemie oświatyhttps://sip.lex.pl/akty-prawne/dzu-dziennik-ustaw/system-oswiaty-16794386/art-92-a
Tak więc możemy przyjąć, szczególnie jeśli na obóz zabieramy dzieci rodziców, których nie znamy, że musimy zgłosić obóz do Kuratorium Oświaty, bo jest on wypoczynkiem.
Art. 92d. [Zgłoszenie zamiaru zorganizowania wypoczynku]
1. Organizator wypoczynku jest obowiązany zgłosić kuratorowi oświaty właściwemu ze względu na siedzibę lub miejsce zamieszkania organizatora wypoczynku zamiar zorganizowania wypoczynku, z zastrzeżeniem art. 92e ust. 1.
To co należy jeszcze zauważyć prawnie to:
- organizatorem wypoczynku może być osoba prywatna lub organizacja
- kierownik wypoczynku nie może być jednocześnie wychowawcą (co sprawia, że potrzebujemy minimum dwóch osób dorosłych, każda z odpowiednimi papierami: wychowawcy lub kierownika wypoczynku)
Dodatkowo musimy uwzględnić, że obóz jest specyficznym wypoczynkiem, ponieważ używana jest podczas niego metoda harcerska, co sprawia, że:
- komendant harcerz nie powinien otrzymywać wynagrodzenia za swoją pracę? (a może powinien?)
- komendant powinien posługiwać się metodą harcerską lub przynajmniej ją rozumieć
- wychowawca powinien posługiwać się metodą harcerską (a przynajmniej ją rozumieć;))
Zdaje się zatem, że potrzebowalibyśmy dwóch instruktorów, najlepiej: podharcmistrza jako komendanta i przewodnika jako wychowawcy/drużynowego.
Ale czy na pewno? I tutaj przejdziemy do możliwych rozwiązań.
Do każdego poniższego rozwiązania należy dodać na wstępie, że organizacja, która chciałaby je zastosować skutecznie musi zmienić komunikację o komendantach. Często zdarza się, i mi również się zdarzyło, słyszeć, że “bycie komendantem to jest przeje**** sprawa” – tak, to cytat jednej druhny podharcmistrzyni.
Z czego wynika to przekonanie? Po pierwsze z tego, że obecnie obozy organizuje się na 5, 7, a nawet 10 drużyn, szybko licząc jest to nawet 400 osób na jednym obozie – logistycznie dość ciężkie, ilość możliwych wypadków ogromna.
Samo jednak zorganizowanie obozu czy zimowiska, zgłoszenie go do kuratorium, przejście pozytywnie kontroli sanepidu nie jest niczym trudnym. Z takim zadaniem poradziłby sobie ogarnięty osiemnastolatek. Dokumentów nie jest z kolei tak dużo.
Są to przede wszystkim:
- zgłoszenie wypoczynku do kuratorium wraz z ramowym programem i dokumentacją miejsca,
- karty kwalifikacyjne uczestników,
- regulamin,
- plan pracy i rozkład dnia,
- dzienniki zajęć,
- dokumenty potwierdzające kwalifikacje i niekaralność kadry oraz standardy ochrony małoletnich.
W przypadku obozu namiotowego dochodzą dokumenty dotyczące ochrony przeciwpożarowej, wody, odpadów i bezpieczeństwa żywności.
Część z tej dokumentacji drużynowy i tak powinien mieć! Przecież na czymś opiera swoją pracę, a karty kwalifikacyjne to świetne uzupełnienie informacji o wychowankach.
Dokumenty potwierdzające kwalifikacje, niekaralność i standardy ochrony małoletnich dotycząc Was niezależnie od tego czy jesteście wychowawcą czy kierownikiem wypoczynku.
Tak więc jak widać jest to kilka dodatkowych dokumentów do tego co już i tak robicie.
Czy Wasza odpowiedzialność się zwiększa? Tak! Ale zwiększa się ona proporcjonalnie do liczby uczestników obozu. Tak więc: nie ma co się bać, obóz można zrobić! Przypomnijmy też, że jako komendant to wy ustalacie zasady co na tym obozie uczestnicy mogą robić, a czego nie: tym samym możecie zarządzać ryzykiem.
Nie straszmy więc komendantów, ale stwarzajmy im możliwości.
Po pierwsze: dopuśćmy obozy jednej drużyny, gdzie drużynowy, który zna swój zespół jest komendantem – oczywiście ma drugiego dorosłego, który jest jego wychowawcą do pomocy. Nie musi być instruktorem – wystarczy, że orientuje się w metodzie. Bycie instruktorem to powołanie, nie wszyscy nimi będą, ale metodę może zrozumieć każdy, a kto wie, może ktoś po takim obozie zostanie później zapalony do pracy instruktorskiej. Były już takie przypadki!
Po drugie: przekazujmy przyszłym podharcmistrzom (którzy prawnie są zwolnieni z konieczności posiadania uprawnień kierownika wypoczynku) konkretne kompetencje, uczmy ich szukać, czytać i rozumieć przepisy.
Po trzecie: zapewnijmy im formatki dokumentów, z których będą mogli skorzystać, żeby ułatwić sobie pracę.
Po czwarte: bądźmy otwarci na ich pomysły.
To pierwszy z pomysłów na rozwiązanie problemu braku komendantów, przejdźmy do drugiego. Jeśli już organizacja z jakiegoś powodu nie chce się zgodzić na takie ustępstwa, bo obawia się o przeciążenie takiego komendanta (tutaj zaznaczę, komendant taki nie jest sam, ma pod sobą około 20 ludzi + wychowawcę) i wymaga, żeby komendantem był najlepiej starszy od drużynowego instruktor, a tych brakuje, bo muszą pracować, to:
Komendant może dojeżdżać z pracy na miejsce wypoczynku – nie musi wtedy brać urlopu.
Sam zrobiłem tak rok temu z dwoma zimowiskami. Po pracy udawałem się na miejsce zimowiska, gdzie brałem udział w ognisku/kominku, a czasem przeprowadzałem jakieś zajęcia, a rano jechałem do pracy z powrotem.
Oczywiście, żeby to miało sens praca powinna być oddalona od miejsca obozu/zimowiska o maksymalnie godzinę/półtorej. W ten sposób komendant będzie normalnie mieszkał na obozie, a znikał tylko na około 10 godzin w ciągu dnia. Lecz cóż to dla podharcmistrza mieszkać w lesie, prawda?
Ważne jest też to, żeby przy takim wariancie komendant nie był zbytnio przeciążony – powinna być osoba odpowiedzialna, przeszkolona, która będzie zajmować się finansami obozu/zimowiska i jego zaopatrzeniem (to już na spokojnie mogą robić 16 latkowie 😉 ).
Jeśli ktoś zarzuci tutaj teraz, że co gdy coś się stanie przez te 10 godzin, to zapytajmy wprost: co jeśli stanie się coś podczas dwudniowej wędrówki drużyny na którą komendant nie idzie? Zapewne komendant (jeśli będzie taka potrzeba) przyjechałby tam co prędzej. Tak samo możliwe, że trzeba będzie opuścić miejsce pracy, ale trudno mi uwierzyć, żeby aż tyle przypadków na dobrze zorganizowanym obozie się pojawiło, żeby było to obciążające dla komendanta i jego pracodawcy.
To drugi z pomysłów, czas na trzeci. Zwolnienie z pracy jako koszt obozu. To znaczy: komendant bez żadnych konsekwencji w pracy bierze bezpłatny urlop wypoczynkowy (niektórzy pracodawcy na to pozwalają), ale obóz wynagradza to komendantowi – czyli zwraca mu to co zarobiłby, gdyby normalnie był w pracy.
W ten sposób mamy przynajmniej trzy możliwości na rozwiązanie problemu z brakiem komendantów. Czy są one idealne? Nie są. Uważam jednak, że skuteczność harcerskiej pracy wychowawczej jest warta ich szukania.

Komentarze
Dyskusja pod artykułem
0 komentarzy